niedziela, 31 stycznia 2016

Harmonia

To było silniejsze ode mnie, więc łapcie crossa dmmd z Bleachem.

Siedząc na łóżku poddał się z próbami zaśnięcia i patrzył w przestrzeń. Noc to nie jest dobry czas na myślenie. Umysł wyrzuca wtedy człowiekowi wszystkie błędy i niedopełnienia, jakich dopuścił się w życiu. Rzeczy, które za dnia wyglądały normalnie, w nocy stawały się niewybaczalnymi grzechami. Aoba opierał się o ścianę obok otwartego okna. W głowie przewijały mu się obrazy nie tak dawno przeżytych wydarzeń. Wtedy też nie mógł zasnąć, a gdy już zasnął, śnił mu się on. Białe włosy. Biała skóra i białe oczy. Zaciskał ręce na jego gardle, bez litości miażdżąc mu krtań. Jego kpiący głos, tak podobny a tak różny od głosu Aoby śmiał się, jakby to była najlepsza zabawa pod słońcem. Ilekroć jego odznaka wibrowała, bał się jej dotknąć, czując lodowaty podmuch na karku. On zawsze tam był, zawsze obserwował. Czaił się, czekał tylko na okazję. Oczywiście nigdy nie zignorowałby wezwania bo się boi, tak więc przyjmował postać shinigami i biegł walczyć z Pustymi... Ale robił się coraz słabszy. Reiatsu się go nie słuchało. Nienawidził go. Chciał, żeby zniknął. Odtrącał go jak najdalej od siebie. Zdarzały się momenty, gdy ogarniała go ciemność, po czym budził się w zupełnie innym miejscu. Jego głos, głos w jego wnętrzu doprowadzał go do szaleństwa.
Potem go poskromił. Wygrał walkę, ujarzmił bestię. Z pomocą grupy takich jak on podporządkował sobie zmorę, która spędzała mu sen z powiek. Jednak to nie oznaczało końca. "Jeśli koń i król są tacy sami, co decyduje, kto jest ujeżdżany?!" Słowa Pustego wibrowały mu w uszach. Co to oznacza? Oczywiście odpowiedź brzmi "decyduje siła". Ale czy to na pewno słuszne? Coś w głosie Pustego go niepokoiło. Jakby on wcale nie o to pytał. Co mu umyka? Czego nie rozumie? Dlaczego na sam koniec opuścił miecz? "Pilnuj, żebyś nigdy nie był umierający, gdy mnie wezwiesz". To nie brzmiało jak groźba. Dlaczego?
Nawet gdy go wezwał będąc umierającym, ostatecznie odzyskał kontrolę nad ciałem. Przez ułamek sekundy, krótszy niż pół uderzenia serca widział twarz Pustego pogrążoną w mroku i gniewie. Ujrzał ból. Tyle pytań, tyle pytań bez logicznych odpowiedzi...
- Ale teraz już rozumiem - powiedział na głos - Tyle czasu odtrącałem cię. Odrzucałem twoje istnienie. Zwalczałem cię i spychałem na skraj świadomości. Cierpiałeś. Tak długo i tak bardzo. Nawet największa miłość przeradza się w nienawiść, jeśli jej ziarno spadnie na jałową ziemię.
Spojrzał na postać w bieli, która siedziała przed nim na krześle. Białe oczy Pustego patrzyły na Aobę, który uśmiechnął się słabo do swojego lustrzanego odbicia.
- Byłeś samotny. Narodziłeś się ze mnie i od zawsze byłeś częścią mnie. Gdy podnosiłeś przeciwko mnie swój miecz to nie po to, by zabić, a by chronić. Jesteś mną. Ty i Retsu* to jedno. Twoje słowa były wyrazem goryczy. Żaden z nas nie jest ani królem, ani koniem. Jesteśmy mieczem. Nigdy nie chciałeś mnie skrzywdzić, i dlatego przyjąłeś porażkę z wdzięcznością.
Pusty nadal siedział i słuchał. Aoba wyciągnął ku niemu rękę. Białowłosy zamrugał kilkakrotnie, jednak płynnie wstał i niepewnie usiadł na skraju łóżka. Chwycił jasną dłoń i spłotł z nią palce.
- Gdy mówiłeś, żebym cię nie wzywał w chwili śmierci, mówiłeś to z troski. Nie chciałeś patrzeć na mój ból. Jednocześnie ogarnął cię szał. Gniew to potężna broń... A ty jesteś uosobieniem instynktu i pragnień.
- ...Mówił ci już ktoś, że jesteś stanowczo zbyt sentymentalny i gadatliwy? - mruknął Pusty, kciukiem gładząc wierzch dłoni Aoby.
- Źle mówię? - Aoba obdarzył białowłosego szerokim uśmiechem.
- Nigdy nie staniemy się jednym. Jesteśmy przeciwieństwami. Poza tym ja NAPRAWDĘ chcę przejąć kontrolę!
- Ah tak? Jesteś pewien, że nie będziesz jeszcze bardziej samotny?
Pusty zamilkł. Aoba znał odpowiedź, więc nie było potrzeby by drugi odpowiadał.
- ...Znów mnie zamkniesz. Gdy tylko skończy się noc, nic się nie zmieni. A nawet jeśli się zmieni, to zapomnisz. Zawsze zapominasz.
- Nie zapomnę. A nawet jeśli, przypomnisz mi. Tyle razy, ile będzie trzeba.
Nie czekając na odpowiedź Aoba objął swoją zmorę. Bestię, która spędzała mu sen z powiek. Objął go i mocno przycisnął do siebie, tym gestem chcąc przekazać to, czego słowa nie mogą wyrazić.
- Nie będziesz sam - wyszeptał błękitnowłosy, gładząc Pustego po plecach - Moja bestio... Moja zmoro... Moje ostrze... Mój Desire.
Pierwszy raz nazwał go tym imieniem. Tym, które Pusty sam dla siebie wybrał. Czuł, jak białowłosy sztywnieje pod jego dotykiem.
- Pozwól mi być swoim sercem. Ty bądź mym instynktem. Razem ochronimy to, co dla nas najważniejsze.
Stopniowo Desire położył głowę na ramieniu Aoby i pozwolił się obejmować. Nadal nie był rozluźniony, jednak było lepiej niż na początku.
- Ty nic nie rozumiesz, prawda? - wyszeptał łamiącym się głosem Pusty.
- Hm?
- Dla nas... Dla mnie, najważniejszy jesteś samolubny, dziecinny, głupi ty.
- Wiem - Aoba uśmiechnął się szeroko i mocniej ścisnął Desire - Właśnie dlatego musisz mnie chronić. Bez ciebie nie dam rady.
- Szlag by cię - jęknął Desire - Jak ja cię nienawidzę.
Błękitnowłosy poczuł jak silne, chłodne ramiona owijają się dookoła niego. Białe oczy jego towarzysza patrzyły wprost w swe złote odpowiedniczki, gdy Aoba zetknął ich ze sobą czołami. Cmoknął Desire w nos, a ten odpowiedział mu niezadowolonym pomrukiem.
- ...Na pewno? - zapytał cicho.
- Tak. Na pewno będziemy razem - Aoba znów szeroko się uśmiechnął.
Po jakimś czasie ułożyli się spać. Desire obejmował Aobę i tulił go do siebie, nie chcąc puścić. Nie potrzebowali więcej słów, wystarczył dotyk. Błękitnowłosy spał spokojnie otulony ramionami ukochanej, najbliższej sobie istoty. I choć gdy obudził się rano, jego już nie było, czuł jego ciepłą obecność gdzieś w okolicy serca.
***
* - Połączyłam Ren i Zangetsu. W tym au Ren jest Zanpakutou Aoby ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz